Stało się tak, bo w porównaniu z poprzednim sezonem polskie koszykarki, z tak zwanymi nazwiskami, cenią się prawie o połowę wyżej. Ta zmiana wynika z tego, że zawodniczki chcą tyle, ile biorą ich koleżanki zza granicy, przeważnie z USA, czyli około 10-15 tys. zł. Takie wymagania mają koszykarki krajowe, które wniosą coś nowego i korzystnego do drużyny Finepharm KK AZS, znajdującą się w mieście, według ich opinii, na obrzeżach wielkich ośrodków żeńskiego basketu w Polsce.
W tej sytuacji zarząd Finepharm KK AZS doszedł do wniosku, że są to zbyt wygórowane żądania i dlatego zainteresował się propozycją Ilony Mądrej, która reprezentuje firmę „Zerosport”, zajmująca się promocją i budowaniem korzystnego wizerunku sportowych klubów koszykówki kobiet oraz promocją utalentowanych młodych zawodniczek. Te, nie mają zbyt wygórowanych żądań finansowych, a odpowiednio szkolone i prowadzone w klubie mogą być „asem w rękawie” w niejednej, choćby renomowanej drużynie ekstraklasy.
Szczerze mówiąc podoba mi się taka filozofia w polityce kadrowej klubów najwyższej półki, tym bardziej że chodzi o promowanie i dawanie szans na rozwój krajowym młodym i bardzo utalentowanym koszykarkom. To dobra droga do budowania w przyszłości silnej kadry narodowej w tej dyscyplinie sportu. Bo mam dość "walizkowych zawodniczek", które przyjeżdżają po to, by zarobić, a powinny przybywać po to, by grać.
Jak będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy.
Janusz Cwen
Polskie koszykarki mają wysokie wymagania
Audio
Czytaj na głos
Okazuje się, że rozmowy na temat przejścia do Finepharm KK AZS z pochodzącą z Jeleniej Góry Małgorzatą Babicką (ostatnio AZS Gorzów, 187 cm, silna skrzydłowa) oraz dwoma zawodniczkami Lotosu Gdynia: Natalią Waligórską (171 – rozgrywająca) i Patrycją Gulak (190 – środkowa) nie przyniosły pozytywnego skutku.
Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.